Fundacja dla Przejrzystości i Przewidywalności Decyzji Administracyjnych

Panie Prezesie i Romku, nie idźcie tą drogą! Jeszcze można ograniczyć straty

Za chwilę będzie wiadomo, kogo tak Fundacja prosi i dlaczego, ale najpierw przypomnimy dyskusję sprzed 2 tygodni na Twitterze.

Dyskusja o (braku) przejrzystości Agencji

Dyskusję w sprawie zmiany podejścia do przejrzystości raportów HTA i innych dokumentów Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zainicjował cytowany poniżej wpis Fundacji Alivia. 

Leszek Stabrawa przywołał punktową analizę poziomu przejrzystości analiz weryfikacyjnych AOTMiT, a Fundacja zacytowała dużo bardziej przekrojową analizę Sabiny Wierzganowskiej.   

Użytkownik @fraxinusex2 wspomniał o korespondencji AOTMiT z MZ w sprawie zakreśleń, którą uzyskał w trybie dostępu do informacji publicznej. 

Niestety ten użytkownik usunął konto z Twittera, a Fundacja nie potrafi zacytować z nieistniejącego konta. 

Szybki wniosek na przyszłość: spieszmy się robić printskriny tłitów, tak szybko znikają.

Na szczęście mamy to pismo AOTMiT do MZ z 13 lipca 2017 r. inicjujące zmianę w kierunku utajniania. 

Zachęcona przez użytkownika @fraxinusex2, który twierdził, że otrzymał wszystkie 15 załączników wymienionych w piśmie, Fundacja poprosiła o to samo + całą późniejszą korespondencję AOTMiT w tej sprawie z MZ i ewentualnie innymi podmiotami. 

Preludium kompromitacji

 A teraz przechodzimy do preludium kompromitacji.

Wczoraj (31 maja 2021 r.) Fundacja otrzymała od prezesa AOTMiT wezwanie do wykazania w tej sprawie szczególnego interesu publicznego, bo te 15 załączników i późniejsza korespondencja  wg Agencji (uwaga!) informacją przetworzoną.

Co w tym kompromitującego? 

Żaden sąd administracyjny nie uzna za informację przetworzoną korespondencji urzędowej w jednej sprawie, korespondencji, która w naturalny sposób musi być archiwizowana w jednym miejscu archiwum tego urzędu.

Niestety, mało doświadczeni w sprawach dostępu do informacji publicznej prawnicy Biura Prawnego AOTMiT podpowiedzieli prezesowi jednoznacznie złe rozwiązanie. 

Co zrobi Fundacja? W żadnym wypadku nie będzie wykazywać szczególnego interesu publicznego, bo oznaczałoby to uznanie, że te pisma są faktycznie “informacją przetworzoną”. A nie są, i to nie tylko w opinii Fundacji.

W takiej sytuacji 2 czerwca 2021 r. minie 14 dni od złożenia wniosku o udostępnienie informacji publicznej (19 maja 2021 r.), której urząd (AOTMiT) nie udostępnił w terminie. A więc 3 czerwca 2021 r. wyślemy ponaglenie nawet bez odnoszenia się do tego kuriozalnego wezwania. Standardowo poprosimy o wskazanie osoby odpowiedzialnej za opóźnienie w udostępnieniu informacji publicznej.

Co dalej, zobaczymy jak zareaguje Agencja. 

W sumie najmniej strat wizerunkowych dałoby wycofanie się po cichu z uznanie pism w jednej sprawie z i do urzędu za informację przetworzoną i udostępnienie tych kilkunastu stron zamiast nieudolnych prób bawienia się w kotka i myszkę z Fundacją.

Jeśli Agencja uprze się przy swojej interpretacji, to Fundacja złoży w pierwszym możliwym terminie skargę do sądu i po kilku miesiącach ten pretekst nieudostępnienia informacji odpadnie.

Jak się wykuło podejście do Fundacji w MZecie

Minister Zdrowia przegrał 16 procesów przed sądem administracyjnym z Fundacją w sprawach o udostępnienie informacji publicznej. Jeden przegrała Fundacja tylko dlatego, że świadomie dopychaliśmy skargę na decyzję MZ wydaną po wyroku WSA, aby poznać bojem gdzie jest granica.

Można powiedzieć, że te procesy odegrały bardzo ważną rolę wychowawczą, bo ostatnio Fundacja otrzymała informację publiczną w rekordowe 3 dni. 

Fundacja złożyła wniosek 18 maja 2021 r. o godz. 22:47 (przy takich czasach liczy się każda minuta).

Tutaj udostępniamy urzędowe potwierdzenie przedłożenia, żeby każdy mógł sprawdzić godzinę złożenia wniosku.

Wnioskowane dokumenty Fundacja otrzymała mailem 21 maja o 11:03.  

Rekord udostępnienia informacji publicznej w relacjach pomiędzy MZ a Fundacją wynosi dokładnie 2 doby 12 godzin i 16 minut

Czy tak było zawsze? No nie.

Szacunek trzeba sobie wywalczyć

Wydaje się, że jest to dobry moment na odrobinę przemyśleń prezesa Fundacji o funkcjonowaniu administracji publicznej w Polsce na przykładzie Ministerstwa Zdrowia. 

Kiedy pracowałem w Departamencie Polityki Lekowej za czasów dyrektora Piotra Błaszczyka, zawsze dziwił mnie syndrom oblężonej twierdzy i totalna niechęć do zgodzenia się z jakąkolwiek propozycją działań spoza twierdzy, nieważne mądra czy głupia, ważne, że spoza twierdzy.

Teraz widzę, że to mentalność sowieckiego czeławieka w rozumieniu Leszka Kołakowskiego. Wśród kilku cech takiego homo sovieticus w naszych rozważaniach najważniejsza jest agresja wobec słabszych, uniżoność wobec silniejszych.

Kiedy Fundacja dopiero raczkowała i składała pierwsze wnioski, była traktowana z pobłażaniem na zasadzie nieszkodliwego wariata, który wiele szkody nie narobi. Pierwszą decyzję odmowną w sprawie o udostępnienie informacji publicznej podpisał nawet sam minister M. Tombarkiewicz. A potem była pierwsza skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 17 sierpnia 2017 r.

Kiedy zwierzyłem się z planów złożenia tej pierwszej skargi do WSA pewnej bardzo ważnej dla mnie osobie z branży, powiedziała: Norbert, zwariowałeś? Będziesz ciągał ministra po sądach? Przecież refundacja to domena służb, uważaj, bo się sparzysz. Naprawdę zwariowałeś…

Można było stulić uszy po sobie i w zasadzie kontynuować uczestnictwo w kompletnie nieprzejrzystym systemie podejmowania decyzji refundacyjnych. Albo podjąć ryzyko i zawalczyć o szacunek do siebie i wniosków Fundacji za pomocą skarg do sądów.

Wiecie, co było dalej. Ten szacunek na minimalnym poziomie został wywalczony. Wygląda na to, że prezes Agencji nie jest świadomy tych doświadczeń chce powtórzyć drogę urzędników ministerstwa zanim zacznie respektować prawo i prawa obywateli.

Panie Prezesie i Romku, nie idźcie tą drogą.

Bo to droga zbędnych kosztów jest, i to kosztów wyłącznie po Twojej stronie i stronie Agencji. Szkoda autorytetu instytucji naprawdę potrzebnej w polskim systemie opieki zdrowotnej na takie kiepskie urzędnicze wygibasy.